Pewien czarnowłosy mężczyzna leżał na kanapie, patrząc w sufit. Co chwilę zerkał na stolik gdzie leżała księga. Od powrotu z ,,wyprawy" minęło 16 godzin. Jego myśli były rozdarte między Złotym Krukiem a żoną.
- To jedna osoba. Czemu to ukrywałaś? Może mi nie ufała? Przecież ja jej ufałem. Ufałem? Tak ufałem, to sobie nie ufam, Ona jest piękna, ja? Ehhh ale wiem, że mnie kocha, nawet takiego potwora. Heh ma spaczony gust.- Jego kąciki lekko drgnęły. - Hermiono, wrócę po ciebie, po ciebie i Złotego Kruka, ponieważ ożeniłem się z całą tobą. Odkryje wszystko.
Zerwał się i szybko znalazł się przy księdze. - Ego sum curious. - Światło rozbłysło, a czerń zakończyła, rozejrzał się jednak nie zmienił położenia. -Co jest?- Ego sum curious.- Powtórzył jednak nic się nie stało.
-Już się przeniosłeś.-Pojawił się kot.
-Czemu jesteśmy w moich komnatach?-Pytał zdezorientowany Snape.
- Gdy w księdze pojawiły się dwa zaklęcia, co zrobiłeś po ich przeczytaniu?
-Przekręciłem stronę. Ale zawartość zniknęła dojrzałem jedynie rysunek eliksiru.
-Właśnie... Eliksir.- Kot rozejrzał się po pomieszczeniu i dodał. - Ciekawie gdzie można zdobyć składniki bez opuszczania zamku.- Po zakończeniu zdania zniknął, Mężczyzna tylko zaklął i pobiegł do składzika ze składnikami. Była tam. Stała z zawziętą miną szukając czegoś w okół siebie.
- No dalej dupku... Gdzie to mogłeś schować... - Patrzył na jej wyciągniętą rękę, dopóki nie krzyknęła - aha! Tu jesteś! - Uśmiechnęła się zwycięsko. W ręku trzymała słoik z suszoną szałwią, która uspokajała oraz słoik z pestkami słonecznika. Severus podniósł wysoko brwi, poszukując w głowie zastosowań dla tych roślin. W eliksirach uważa się, że szałwia uspokaja, a pestki słonecznika uszczęśliwiają i nadają energii życiowej. Jednak ten składnik jest pomocny tylko dla tych, którzy są z danej kwadry księżyca. W styczniu jest narcyz albo stokrotka, która przechodzi do lutego, a po niej następuje sama szałwia.
Szczerze mówiąc, mężczyzna zdziwił się, że nie zauważył zniknięcia ingrediencji, lecz po chwili usłyszał jakieś zaklęcie mruczane przez Hermionę.
- Tamquam non animadverterit , hic autem qui operatur. - Co w wolnym tłumaczeniu znaczy, że nikt nie zauważy tu nic dziwnego. Jak przez mgłę pamiętał, że żona opowiadała mu o tym pięknym zaklęciu, ale musiał przyznać, że często udawał zasłuchanie. W większości przypadków po prostu potakiwał "tak kochanie, oczywiście kochanie, cokolwiek sobie życzysz kochanie". Nigdy także nie był pewny czy ona udaje, że nic nie wie, czy po prostu nic nie wie o tym małym podstępie.
Wracając do eliksiru. Według jego, jakże wielkiego nosa, eliksir był prawie gotów. Gotowe mają, pomimo oczywistego zapachu, nutkę mięty pomieszaną z jednym ze składników.
- Czy teraz doceniasz moją kochaną Panią? - Dobiegł go głos kota od drzwi.
- Przecież ja zawsze ją doceniałem! - Żachnął się czarnowłosy.
- Oj weź... Przecież nigdy, ale to przenigdy nie uważałeś jej za kogoś, kto mógłby dochować jakąś wielką tajemnicę. Zawsze myślałeś, że jej twarz zdradza wszystko. No przyznaj, Snape. - Ten rudzielec miał rację i okropnie przykro było mu słuchać o jego głupocie. Zgadzało się wszystko, bo zawsze jak pytał się jej o coś i zaczynała kłamać lub coś zatajała robiły jej się czerwone policzki, oczy opuszczała lekko w dół, a usta wykrzywiały w lekkim grymasie. - Dobra skoro już wszystko wiesz, no to wracamy. Do zobaczenia niedługo. - Kot zamachał ogonem i Severus znów stał w swoich komnatach przed otwartą księgą.
- Dowiem się Hermiono. Poznam każdy Twój sekret, do samego końca... - Wyszeptał, zatrzasnął książkę i zemdlał .
Wow, robi wrażenie. Jest krótko, ale treściwie. Będę nawiedzać ten blog i mam nadzieję, że niczego nie zepsujesz.
OdpowiedzUsuńPiszemy we dwie, jak jedna zepsuje druga naprawi ;)
UsuńMiło, że sie podoba :D